- Czy Słowo Boże, słowo Pana Jezusa może nas frustrować i złościć? Czy to też są nasze słowa, jak w I czytaniu: „Sposób postępowania Pana nie jest słuszny”? Czy gdy słyszymy, jak tydzień temu: „ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”? A dzisiaj to samo, tylko mocniej: „Zaprawdę powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.” Może dobrze zrobili ci, którzy zamiast tych słów słuchać jak my, siedzą w domu przy kawie, pójdą na spacer lub zakupy, robią cokolwiek? Mają święty spokój, nie muszą się zastanawiać, czemu Jezus w tak trudny dla nas sposób mówi. Przecież celnik to uosobienie najgorszych cech oszusta żyjącego z krzywdy innych, dla którego pieniądz jest bogiem, a o nierządnicach sprzedających swoje ciało już nie wspominając. I to oni mają nas wyprzedzić?
- W świecie szerzącej się niewiary i bezbożności powinniśmy raczej usłyszeć pochwałę od Boga. Dziękuję wam za to, że we Mnie wierzycie, dziękuję, że jesteście w kościele. Zamiast tego słyszymy ostrzeżenie o wierze pozornej, złudnej, która wiarę udaje, a nią nie jest. To Słowo nas jakoś rani, może krzywdzi. W Jezusowej przypowieści ojciec prosi synów o pracę w winnicy. I znowu pierwszy, to takie dobre dziecko, które zawsze słucha i odpowiada: „Idę, Panie… lecz nie poszedł.” Widzimy różnicę między pełną ciepła prośbą ojca a zimną odpowiedzią. Ojciec nazwany jest panem, tym, który ciągle rozkazuje, nakłada ciężary, wymaga. Syn pierwszy nie rozumie miłości ojca, nie rozumie, że ta winnica będzie kiedyś jego własnością.
- Może jednak nasza wiara jest na tyle dojrzała, że gotowi jesteśmy zmierzyć się z prawdą Słowa Bożego, nawet trudnego. I już wiemy, że to słowo może nas nawet ranić i boleśnie wstrząsać, choć jest pełnym miłości słowem Ojca: „Dziecko, idź i pracuj…” I może też już wiemy, że jest w nas, jak we wszystkich dzieciach, nastawienie, by słuchać tylko siebie i robić tylko po swojemu. Otrzymujemy dziś pomoc św. Pawła. Jego to właśnie Słowo Jezusa wielokrotnie nokautowało, oślepiało, raniło. W liście mówi o znaku wiary prawdziwej, a nie o pozorze słuchania Boga: „…w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie.” Na początek przyznajmy, jak łatwo sądzić odwrotnie: bez pokory czyli prawdy. Brzmi to w naszych obmowach innych ludzi, sądach szybkich i bezlitosnych.
- Mamy tu potężną wątpliwość. Współcześni celnicy i prostytutki są poniżej nas, dobrych i normalnych ludzi. Ocenić, że stoją wyżej nas, to nieprawda. Tylu ludzi czyni straszne zło, o którym nam się nie śniło. Skorzystajmy z pomocy Doktora Kościoła, św. Teresy. Tydzień temu mówiliśmy o jej odkryciu grzechów, które nam Bóg przebaczył, bo nas od nich ochronił. Nigdy ich nie popełnimy dzięki Niemu. Ta sama Teresa mając 14 lat czyta o seryjnym mordercy Pranzinim skazanym na śmierć. Wszyscy się cieszą, uznając za potwora godnego piekła. Teresa zapala się gorliwością, by ratować jego duszę. Gdy czyta, jak ten zagorzały ateista przed egzekucją prosi o krzyż, jest pewna, że została wysłuchana. W biografii nazywa zbrodniarza „swoim pierwszym dzieckiem.” My też stajemy przed doświadczeniem nawet zbrodni. W czwartek 31 letni Ukrainiec zabił jednego księdza i ciężko poranił kilka osób. Codziennie docierają do nas wieści o zbrodniach: tych na wojnie i tych innych, o ludzkiej chciwości, deprawacji. Jaka jest nasza reakcja? Gniew, chęć odwetu, potępianie, smutek jak zepsuty jest świat. Czy słyszymy w tym wołanie Boga: „Dziecko idź pracuj dzisiaj w winnicy”? Czy wierzę, że Bóg ten świat kocha i chce zbawić? Czy wierzę, że jest w tym i dla mnie praca? Mogę włączyć się w to dzieło miłosierdzia. Prawdziwa wiara ma choćby mały płomień światła miłosierdzia Ojca. Wtedy znajdziemy drogę do Godziny Miłosierdzia, do modlitwy koronką, do wszelkich postaci duchowej troski o innych ludzi: żyjących i zmarłych. Bez tego światła pozostanie nam tylko gorycz sądów, satysfakcja potępiania. Albo wpisanie siebie w wołanie dzieci Boga Ojca: „Miej miłosierdzie dla nas i świata całego.”
