Kazanie 30 Niedziela Zwykła 25.10.2026r.

  1.   Nawet dzieci wiedzą o przykazaniu miłości. Dobrze nie mówią, a już słyszą nagabywanie: kogo kochasz i kogo bardziej. O co tutaj pytać, sprawa jest oczywista i odpowiedź jasna. Ale w Ewangelii to pytanie o miłość jest zadane z podstępem: „wystawiając Go na próbę, zapytał” Miłość jest miejscem wielkiego oszustwa. Miłość dziecka to miły początek. Mówimy, że dziecko nie zawsze rozumie, ale wie, dzięki komu żyje, kto go karmi, otacza troską, czułością, daje bezpieczeństwo. Dziecko to czyste i wdzięczne branie. Jest czystym przyjmowaniem, odbieraniem, chłonięciem miłości, którą otrzymuje. Potem dorasta i zaczynają się schody. Człowiek już nie jest dzieckiem, odkrywa w sobie źródła egoizmu i chce sam sobie wszystko zawdzięczać. Człowiek dorasta i dojrzewa i nie chce być dzieckiem.
  2. Pytanie o najważniejsze przykazanie kryje pułapkę. Jakby człowiek pytał: co zrobić i co jest wystarczające, by być wobec Boga w porządku, móc powiedzieć teraz na ziemi i kiedyś w wieczności Bogu: jestem w porządku, osiągnąłem wystarczający poziom dobra. Coś jak minimum olimpijskie, że mogę i mam prawo uczestniczyć w życiu wiecznym. Zdobyłem bilet do wieczności i do poczucia, że jestem wystarczająco dobrym człowiekiem. Ktoś może mieć lepsze wyniki, ale ja mam wystarczające. I ostatecznie będziemy na tej samej olimpiadzie życia wiecznego. To, co wystarczające, może oznaczać, że w ogóle wierzę w Boga i nic więcej. Inni mogą do tego dodać, by choć czasem się pomodlić i czasem być na mszy. Mniejszość podnosi poprzeczkę, że trzeba to robić systematycznie. I najlepiej dodać do tego przynajmniej jakiś dobry uczynek. Nie musi być często, ale warto dorzucić jakąś szczyptę dobrego czynu. 
  3. Pan Jezus całkowicie rozbija tę logikę. Zamiast minimum, które trzeba zaliczyć, jest pokazanie niewyobrażalnego maksimum prawdziwej miłości. To zupełnie inny świat MIŁOŚCI TOTALNEJ: „całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem… bliźniego jak siebie samego.” Przecież nasza miłość taka nie jest, dobrze, kiedy jest kropelką, okruszyną, daniem Bogu niewielkiej cząstki serca, duszy, umysłu. Dajemy mu krótkie chwile, często zapominamy, męczymy się, nie chce nam się. Z bliźnimi, nawet bliskimi to nawet trudno powiedzieć, co znaczy kochać bliźniego jak siebie samego. Raczej widzimy brak miłości, a często miłość toksyczną i chorą. Czy możemy taką miłość z siebie wydobyć. NIE. Na nic nasze własne wysiłki. Nikt z nas nie pojedzie na olimpiadę i w żadnej dyscyplinie nie mamy szans pojechać, nawet gdybyśmy ćwiczyli nie wiem jak przez 2 lata, do Los Angeles. Musimy jak dziecko zacząć od początku. Dziecko, które nie daje, ale przyjmuje. Pozwala się kochać. Ma instynkt wdzięczności, tulenia się, całowania tego, z którego miłości żyje. Szokujące, że wraz z upływem życia, z rozwojem zdolności do myślenia, człowiek traci prawdę, z jakiego źródła miłości żyje, czyje dłonie go otaczają i chronią.
  4. Jeżeli pytamy, co mamy robić, co jest prawdziwym krokiem do miłości, posłuchajmy odpowiedzi papieża Franciszka: „Postaraj się przez chwilę trwać w milczeniu, pozwalając się być przez Niego kochanym… pozostań przez chwilę w Jego objęciach miłości.” Czy w swoim życiu miałem takie doświadczenie bycia kochanym? Jeżeli nie to oznacza, że to, co najważniejsze, wciąż jest przede mną. Odkryć nie obowiązek, nie trud, nie mój dobry uczynek modlitwy, mszy, komunii. To szansa chwili świętej ciszy, by poczuć się kochanym przez Boga. Moc doświadczenia tego ma modlitwa kontemplacyjna, gdzie powtarzamy wiele razy to samo słowo, przez które przychodzi do nas miłość Boga. Najczęściej tym słowem jest święte imię JEZUS. Taką kontemplacją miłości Boga jest różaniec, z dziesiątkami powtórzeń, gdy kropla po kropli przywracane nam jest utracone doświadczenie dziecka kochanego przez Boga Ojca, dziecka w jego ramionach. Tak zaczyna się miłość.