- Nasi biznesmeni uznaliby gospodarza z przypowieści za nieudacznika. Pięciokrotnie w ciągu dnia przychodzi nająć robotników. Cały dzień krąży od winnicy do rynku i traci czas. Czy nie wiedział, ilu potrzeba?. Nie tylko nie zna się na robocie, ale na końcu powoduje konflikt i wybuch goryczy: zamiast wypłacić według kolejności pracy, nakazuje rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych.” Jeżeli gospodarz jest obrazem Boga, to mamy wielki kłopot. Łatwo jest w naszym świecie widzieć niesprawiedliwość. Łatwo o poczucie, że sam Bóg jest nieudolny i źle ten świat urządza, albo zupełnie nie rządzi i jest Mu wszystko obojętne. Choć przecież Pan Jezus powtarza wielokrotnie, że pierwsi będą ostatnimi. Mówi o tym nie tylko dziś, ale często i na różne sposoby.
- W tej świątyni większość z nas, a może nawet wszyscy, jesteśmy tymi pierwszymi. Najęci do winnicy Bożej od początku, od pierwszej godziny: ochrzczeni w dzieciństwie, zaraz po urodzeniu, Zawsze w Kościele: I Komunia, ślub, coniedzielna msza i tak dziesiątki lat. Jesteśmy tymi pierwszymi. Czemu Pan nas ostrzega, że możemy być ostatni? Niech ostrzega ateistów, bezbożników, wrogów Kościoła, a nie nas. To też niesprawiedliwe. Problem nas pierwszych jest jak choroba z ukrytymi objawami, która długo nie boli. Nie boli na początku miażdżyca, cukrzyca, nadciśnienie, niektóre nowotwory, choroby wątroby. Stąd noszą nazwę „cichych zabójców”. Teraz będzie nam łatwiej zrozumieć, dlaczego gospodarz z Ewangelii wywołuje ból na końcu dnia dla tych pierwszych. Ci ludzie nie rozumieją swego stanu i choroby, stąd diagnoza: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry”? To choroba życia w ciemności i zaślepieniu na dobroć Boga. Ci ludzie widzą tylko swoją dobroć i pracowitość. Sądzą, że wszystko im się sprawiedliwie należy. Jak w powiedzeniu, że w życiu nikt mi nic nie dał za darmo, wszystko mam dzięki swojej własnej pracy i zaradności. Nie dali mi ani ludzie, ani nawet sam Bóg.
- Tak można rozumieć całe życie: nie jest ono darem, lecz ja go posiadam i mogę z nim robić, co chcę. Powołanie to mój wybór i poświęcenie, a nie łaska, na którą nie zasłużyłem, modlitwa i msza to obowiązek, a nie cudowny dar bliskości Boga, który pochyla się nad moim życiem. Spowiedź to męka, przez którą najlepiej rzadko trzeba przejść, a nie uzdrawiające mnie i ratujące miłosierdzie. Ciężko trudzimy się jako małżonkowie i jako rodzice, nie widząc w swojej rodzinie wielkiego daru. Tak oto dziesiątki lat, wierząc w Boga i żyjąc pobożnie, możemy być zupełnie zaślepieni na dobroć i łaskę Boga, widząc jedynie własną dobroć. Robotnicy początku ciężko pracowali, ale nie rozumieli jaką łaską była pewność, że wrócą do domu wieczorem z zapłatą, nakarmią swoje dzieci. Byli też zaślepieni na los tych, którzy nie otrzymali pracy, niewrażliwi na ich ból i strach, że ich bliskim grozi niedostatek.
- Jesteśmy po wakacyjnym czasie odpoczynku. Jednak wielu cierpi na stan chronicznego zmęczenia, od którego nie ma odpoczynku, zmęczenia życiem. Tradycja duchowa ma na to chorobliwe zmęczenie nazwę: ACEDIA. Podaje też jej przyczyny. To chroniczne znużenie jest skutkiem polegania człowieka na sobie, ufności w swoją własną dobroć i pracę. To zaburzenie prawdy o pierwszeństwie Boga i Jego łaski. Dla nas wszystkich: którzy mieli wakacje i którzy ich nie mieli, cenna jest rada papieża Franciszka: „Nauczmy się odpoczywać w czułości ramion Ojca… Idźmy naprzód, dajmy z siebie wszystko, ale pozwólmy, aby On uczynił nasze wysiłki tak owocnymi jak Jemu się podoba.” Jeżeli nigdy w życiu nie znaleźliśmy odpoczynku w codziennej modlitwie w poczuciu, że cały nas czas jest darem Boga i On w nim jest obecny, jeżeli nie odpoczywaliśmy, przeżywając mszę, ucząc się wdzięczności za miłość Boga w Jezusie, jeżeli nie czuliśmy umocnienia w chwili adoracji, różańca, to znaczy, że największe odkrycie jest jeszcze przed nami: „Odpoczywać w czułości ramion Ojca…” A ból zmęczenia życiem, na który tak powszechnie narzekamy, jest objawieniem nie tylko choroby, ale i początkiem nadziei Bożego uleczenia.
