Kazanie – 25 Niedziela Zwykła – 20.09.2026r.

  1. Nasi biznesmeni uznaliby gospodarza z przypowieści za nieudacznika. Pięciokrotnie w ciągu dnia przychodzi nająć robotników. Cały dzień krąży od winnicy do rynku i traci czas. Czy nie wiedział, ilu potrzeba?. Nie tylko nie zna się na robocie, ale na końcu powoduje konflikt i wybuch goryczy: zamiast wypłacić według kolejności pracy, nakazuje rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych.” Jeżeli gospodarz jest obrazem Boga, to mamy  wielki kłopot. Łatwo jest w naszym świecie widzieć niesprawiedliwość. Łatwo o poczucie, że sam Bóg jest nieudolny i źle ten świat urządza, albo zupełnie nie rządzi i jest Mu wszystko obojętne. Choć przecież Pan Jezus powtarza wielokrotnie, że pierwsi będą ostatnimi. Mówi o tym nie tylko dziś, ale często i na różne sposoby.
  2. W tej świątyni większość z nas, a może nawet wszyscy, jesteśmy tymi pierwszymi. Najęci do winnicy Bożej od początku, od pierwszej godziny: ochrzczeni w dzieciństwie, zaraz po urodzeniu, Zawsze w Kościele: I Komunia, ślub, coniedzielna msza i tak dziesiątki lat. Jesteśmy tymi pierwszymi. Czemu Pan nas ostrzega, że możemy być ostatni? Niech ostrzega ateistów, bezbożników, wrogów Kościoła, a nie nas. To też niesprawiedliwe. Problem nas pierwszych jest jak choroba z ukrytymi objawami, która długo nie boli. Nie boli na początku miażdżyca, cukrzyca, nadciśnienie, niektóre nowotwory, choroby wątroby. Stąd noszą nazwę „cichych zabójców”. Teraz będzie nam łatwiej zrozumieć, dlaczego gospodarz z Ewangelii wywołuje ból na końcu dnia dla tych pierwszych. Ci ludzie nie rozumieją swego stanu i choroby, stąd diagnoza: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry”? To choroba życia w ciemności i zaślepieniu na dobroć Boga. Ci ludzie widzą tylko swoją dobroć i pracowitość. Sądzą, że wszystko im się sprawiedliwie należy. Jak w powiedzeniu, że w życiu nikt mi nic nie dał za darmo, wszystko mam dzięki swojej własnej pracy i zaradności. Nie dali mi ani ludzie, ani nawet sam Bóg.
  3. Tak można rozumieć całe życie: nie jest ono darem, lecz ja go posiadam i mogę z nim robić, co chcę. Powołanie to mój wybór i poświęcenie, a nie łaska, na którą  nie zasłużyłem, modlitwa i msza to obowiązek, a nie cudowny dar bliskości Boga, który pochyla się nad moim życiem. Spowiedź to męka, przez którą najlepiej rzadko trzeba przejść, a nie uzdrawiające mnie i ratujące miłosierdzie. Ciężko trudzimy się jako małżonkowie i jako rodzice, nie widząc w swojej rodzinie wielkiego daru. Tak oto dziesiątki lat, wierząc w Boga i żyjąc pobożnie, możemy być zupełnie zaślepieni na dobroć i łaskę Boga, widząc jedynie własną dobroć. Robotnicy początku ciężko pracowali, ale nie rozumieli jaką łaską była pewność, że wrócą do domu wieczorem z zapłatą, nakarmią swoje dzieci. Byli też zaślepieni na los tych, którzy nie otrzymali pracy, niewrażliwi na ich ból i strach, że ich bliskim grozi niedostatek.
  4. Jesteśmy po wakacyjnym czasie odpoczynku. Jednak wielu cierpi na stan chronicznego zmęczenia, od którego nie ma odpoczynku, zmęczenia życiem. Tradycja duchowa ma na to chorobliwe zmęczenie nazwę: ACEDIA. Podaje też jej przyczyny. To chroniczne znużenie jest skutkiem polegania człowieka na sobie, ufności w swoją własną dobroć i pracę. To zaburzenie prawdy o pierwszeństwie Boga i Jego łaski. Dla nas wszystkich: którzy mieli wakacje i którzy ich nie mieli, cenna jest rada papieża Franciszka: „Nauczmy się odpoczywać w czułości ramion Ojca… Idźmy naprzód, dajmy z siebie wszystko, ale pozwólmy, aby On uczynił nasze wysiłki tak owocnymi jak Jemu się podoba.” Jeżeli nigdy w życiu nie znaleźliśmy odpoczynku w codziennej modlitwie w poczuciu, że cały nas czas jest darem Boga i On w nim jest obecny, jeżeli nie odpoczywaliśmy, przeżywając mszę, ucząc się wdzięczności za miłość Boga w Jezusie, jeżeli nie czuliśmy umocnienia w chwili adoracji, różańca, to znaczy, że największe odkrycie jest jeszcze przed nami: „Odpoczywać w czułości ramion Ojca…” A ból zmęczenia życiem, na który tak powszechnie narzekamy, jest objawieniem nie tylko choroby, ale i początkiem nadziei Bożego uleczenia.