Kazanie – Podwyższenie Krzyża – Mogiła 14.09.2026r.

1. Niedawno w czasie rekolekcji zobaczyłem wstrząsającą wystawę o ludobójstwie w obozie zagłady. Bardziej wstrząsająca niż samo muzeum. Ks. Tischner napisał; „prawdziwy Oświęcim jest tutaj.” Znajduje się w podziemiach kościoła franciszkanów Harmężach, gdzie istniała filia obozu. Czarno białe obrazy jednego człowieka Mariana Kołodzieja o numerze obozowym 432. Po 50 latach milczenia dopiero. Gdy choroba postawiła go znowu na krawędzi śmierci w czasie rehabilitacji w postaci obrazów eksploduje całe to ukrywane potworne doświadczenie niepojętego zła po którym wielu ludzi utraciło wiarę nie tylko w człowieka lecz i w Boga. Pisze małą karteczkę wepchniętą jest między rysunkami: „moje rysowanie to moja pokuta, milionami kresek, każdą kreską czczę i pamiętam miliony tych zamęczonych-martwych i żywych-to mój żałobny krzyk.”

2. Dzieło tego człowieka może nam pomóc o odczytaniu dziś Słowa Bożego. Słowa, które po części ustalił sam Jezus. Mówiąc do Nikodema o wywyższeniu węża na pustyni wskazał czytanie z Księgi Liczb. To jeden z wielu trudnych momentów w drodze Izraela do Ziemi Obiecanej. Zaczyna się, gdy: „Lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu…” Inne tłumaczenie używa barwnego słowa: SZEMRALI. To takie ciche szeptanie po kątach, na uboczu, za plecami. To nie jest ateizm lecz wiara, która nie widzi już Boga prawdziwie, chce Boga takiego po swojemu. Żydzi już zapomnieli o wielkich dziełach Boga. Choć nadal są codziennie karmieni przez mannę, którą nazywają teraz „pokarmem mizernym”. Jezus wie, że On sam także zostanie uznany za mizernego, niespełniającego oczekiwań i jako taki zostanie odrzucony i zabity. Jak bardzo ta postawa jest aktualna dzisiaj wśród nas wierzących. Utrata cierpliwości, ciągłe narzekanie, na złych ludzi i złe czasy. Narzekanie na własne życie. Jak pracuję to mnie męczy jak przechodzę na emeryturę to tym gorzej bo starość się Bogu nie udała. Ostatecznie staje się to szemraniem czyli taką cichą formą narzekania na Boga. Bo nie daje nam tego co chcemy, nie robi tego co myślimy, że powinien robić. Wiara i zgorzknienie zupełnie spokojnie idą z sobą w parze wraz z takim beznadziejnym pesymizmem, że nic nie da się i nie warto robić.

3. W dodatku nie widzimy w tym niczego złego. Papież Franciszek nazywa zgorzknienie, narzekanie i szukanie tego co złe „eliksirem złego ducha” lub likierem diabła, słodki w ustach a zabójczy jak go połkniemy. Mówi, że wśród nas rozwija się psychologia grobu a wiara się wyczerpuje i stacza w miernotę, zamienia nas w muzealne mumie. Teraz możemy spojrzeć na dar LEKARSTWA. Wywyższenie węża, który zapowiada „wywyższeniu Syna człowieczego” Każdy kto spojrzy, kto uwierzy będzie ocalony i będzie naprawdę żył. Wąż, który kojarzy się z symbolem zła zapowiada Syna Człowieczego, Zbawiciela. To paradoks ale pierwsze co widzimy patrząc na krzyż to obarczenie się przez Boga całym najstraszniejszym ciężarem zła. Widzimy odrzucenie Boga, niesprawiedliwość, tryumf przemocy i kłamstwa, widzimy mroki cierpienia i śmierci, widzimy też zdradę wierzących i przyjaciół, wszystkie klęski i kryzysy Kościoła w tym pierwszym kryzysie. Wszystko zaczyna się od tego by na to z wiarą i odwagą popatrzeć. Bóg nas nie zostawił, On w tym jest, On bierze to na siebie. Zacząć powolną ale cudownie skuteczną terapię mądrości krzyża. Autorowi rysunków o piekle obozu zajęła droga do tego spojrzenia 50 lat. 50 lat by mógł na nowo zobaczyć to najstraszniejsze zło. Choć rysuje straszne obrazy to kilkadziesiąt razy pojawia się postać św. Maksymiliana. Inny człowiek, który przeszedł obóz ks Szweda przez całe ocalone życie opowiadał o setkach lud sytuacji, w których ludzie zdobywali się na miłość ofiarność oddanie życia za braci. Maksymilian nie był sam.

4. To jest wybór o którym mówi Podwyższenie Krzyża. Możemy popatrzeć albo uciekać popijając słodkawy eliksir zgorzknienia. Wszystkie nasze nałogi od tych popijanych po medialne kryją w sobie ucieczkę od tego co bolesne, trudne i mroczne w świecie i w nas. Nałogi są ucieczką i fałszywym lekarstwem. Ratunek jest gdzie indziej: „Każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu.” Zakończmy konkretną propozycją patrzenia przez krzyż w nauczaniu papieża Benedykta. Nasza codzienność kryje w sobie tajemnicę codziennego krzyża. Każdy nosi go w sobie w swoich stanie życia i serca, w słabościach tych duchowych i fizycznych, w naszej pracy i powołaniu, w relacjach do ludzi począwszy od bliskich, gdy jesteśmy w sile wieku i gdy dotyka nas słabość starości. Naszą codzienność uzdrawia perspektywa i mądrość krzyża. Papież będzie powtarzał i to wielokrotnie: „Nie unikanie cierpienia ani ucieczka od bólu uzdrawia człowieka, ale zdolność do jego akceptacji, dojrzewania w nim, prowadzi do odnajdywania sensu przez zjednoczenie z Chrystusem, który cierpiał z nieskończoną miłością. Można to jeszcze ukonkretnić i zamienić w ćwiczenie duchowne by każdy dzień kończyć spojrzeniem na krzyż. I zaraz potem jak to radził św. Ignacy przejść myślą dzień, godzina po godzinie dziękując za to co przeżyłem, nie omijając chwil trudnych i bolesnych i chwil szarości codziennej rutyny. Tak uzdrawiamy nasze życie. Codziennie ucząc się podnosić wzrok na WYWYŻSZONEGO NA KRZYŻU.